„Tyle prądu nie zużyłem!”. Jak rozliczać prąd z najemcą i kiedy przydaje się podlicznik z MID?
„Rachunek za prąd znowu wyższy o kilkaset złotych? Przecież przez pół miesiąca prawie nie było mnie w mieszkaniu”.
I w tym momencie spokojny niedzielny wieczór właściciela nieruchomości właśnie się skończył.
Faktura leży na stole. Kwota się zgadza. Licznik główny również nie wygląda na urządzenie skłonne do żartów. Problem w tym, że najemca rzeczywiście był przez dwa tygodnie poza domem.
Zaczyna się więc energetyczne śledztwo.
Kto używał grzejnika? Czy zamrażarka w garażu naprawdę musi pracować przez cały rok? Ile kosztuje oświetlenie klatki schodowej? Czy samochód elektryczny ładowany w garażu również korzystał z tego samego obwodu? A może winny jest czajnik, który – jak wiadomo – podejrzany jest zawsze.
Każdy ma teorię.
Nikt nie ma pomiaru.
I właśnie wtedy okazuje się, że niewielki podlicznik energii elektrycznej potrafi być znacznie skuteczniejszy niż godzinna wymiana argumentów na komunikatorze.
Jeden rachunek, kilku użytkowników i odwieczne pytanie: „Dlaczego ja mam za to płacić?”
Dopóki rachunki są niskie, większość sposobów podziału kosztów wydaje się całkiem rozsądna.
Po równo? Proszę bardzo.
Według powierzchni? Brzmi naukowo.
Ryczałt? Jeszcze wygodniej.
Problem zaczyna się wtedy, gdy rachunek nagle rośnie.
Wówczas okazuje się, że mieszkanie o powierzchni 40 m² może zużywać więcej energii niż lokal dwa razy większy, jedna osoba może przez większość dnia przebywać poza domem, a druga właśnie odkryła uroki ogrzewania elektrycznego.
I nagle metoda „podzielmy po równo” przestaje być symbolem prostoty, a zaczyna być źródłem korespondencji rozpoczynającej się od słów:
„Nie zgadzam się z tym rozliczeniem”.
Energia elektryczna ma bowiem pewną irytującą cechę.
Nie zużywa się proporcjonalnie do powierzchni mieszkania ani do poczucia sprawiedliwości jego mieszkańców.
Dlatego jeśli kilka osób korzysta z jednej instalacji, najbardziej przejrzystym sposobem ustalenia rzeczywistego zużycia jest podlicznik energii elektrycznej.
Podlicznik prądu. Urządzenie, które nie ma zdania, tylko wskazanie
Licznik główny pokazuje, ile energii zużyto w całym punkcie poboru.
I na tym jego zainteresowanie naszymi problemami się kończy.
Nie powie, czy 300 kWh zużyło mieszkanie na parterze, firma na piętrze czy ładowarka w garażu.
Podlicznik ma znacznie bardziej konkretne zadanie. Mierzy energię zużywaną przez wydzieloną część instalacji – na przykład:
- mieszkanie,
- pokój,
- piętro domu,
- lokal handlowy,
- biuro,
- warsztat,
- garaż,
- stanowisko ładowania samochodu.
Nie zastępuje licznika operatora. Sprzedawca energii nadal wystawia fakturę według wskazań głównego układu pomiarowo-rozliczeniowego.
Podlicznik pozwala jednak odpowiedzieć na pytanie ważne dla właściciela i najemcy:
ile energii zużył konkretny lokal?
Jeżeli na początku miesiąca licznik wskazywał 1350 kWh, a na końcu 1510 kWh, zużycie wyniosło 160 kWh.
Bez opinii.
Bez domysłów.
Bez analizy, kto ile razy gotował wodę na herbatę.
Tyle że licznik licznikowi nierówny
Dzisiaj energię mierzy niemal wszystko.
Inteligentne gniazdko pokaże pobór telewizora. System smart home może monitorować całe obwody. Analizator energii wyświetli więcej parametrów, niż przeciętny użytkownik chciałby poznać.
Do monitorowania zużycia – świetnie.
Do rozliczania pieniędzy z drugą osobą – sprawa wygląda już inaczej.
Jeżeli wskazanie urządzenia ma służyć do ustalenia należności, potrzebujemy przyrządu spełniającego wymagania właściwe dla pomiarów wykorzystywanych do rozliczeń.
Prawo o miarach obejmuje prawną kontrolą metrologiczną przyrządy stosowane między innymi przy pobieraniu opłat, w obrocie oraz w ochronie praw konsumentów.
Dlatego przy rozliczaniu energii z najemcą warto stosować licznik energii elektrycznej zgodny z MID i pilnować jego aktualnego statusu metrologicznego.
Bo kiedy na końcu równania pojawiają się pieniądze, zdanie:
„Mój inteligentny moduł pokazuje mniej więcej tyle”
może nie być najmocniejszym argumentem w rozmowie o rachunku.
MID. Trzy litery, które warto znać przed pierwszą kłótnią o prąd
MID pochodzi od angielskiego Measuring Instruments Directive i odnosi się do europejskich wymagań dotyczących określonych przyrządów pomiarowych.
Potocznie mówi się o „certyfikacie MID”. Formalnie chodzi o urządzenie wprowadzone do obrotu po przeprowadzeniu odpowiedniej procedury oceny zgodności.
Na liczniku znajdziemy między innymi oznaczenie CE oraz dodatkowe oznakowanie metrologiczne – literę M, dwie cyfry wskazujące rok naniesienia oznakowania oraz numer właściwej jednostki notyfikowanej.
Nie trzeba jednak stawać się specjalistą od europejskiego prawa metrologicznego.
Praktyczna różnica jest prostsza:
licznik przeznaczony do rozliczeń nie powinien być traktowany jak urządzenie służące wyłącznie do orientacyjnego monitorowania energii.
Jeżeli chcemy sprawdzić, ile pobiera stara lodówka – monitor energii może być wystarczający.
Jeżeli chcemy powiedzieć najemcy:
„Na podstawie tego wskazania wyliczamy Twoją część kosztów energii”,
dobrze, aby za tym wskazaniem stało coś więcej niż nasza wiara w elektronikę.
Czy sam MID wystarczy?
Gdyby tak było, życie wynajmujących byłoby znacznie łatwiejsze.
Niestety licznik nie napisze za nas umowy.
Nie ustali też, kto ma płacić opłatę abonamentową, jak podzielić koszty stałe ani czy energia zużywana przez bramę wjazdową należy bardziej do mieszkańca parteru czy pierwszego piętra.
Licznik odpowiada na pytanie:
ile energii zużyto?
Umowa powinna odpowiedzieć na pytanie:
jak ten wynik przekładamy na pieniądze?
Dlatego warto określić w niej:
- według którego licznika rozliczana jest energia,
- numer urządzenia,
- stan początkowy,
- częstotliwość odczytów,
- sposób dokumentowania wskazań,
- zasady rozliczania kosztów zależnych od zużycia,
- sposób podziału opłat stałych,
- zasady rozliczania energii zużywanej w częściach wspólnych.
Stan początkowy dobrze wpisać do protokołu zdawczo-odbiorczego.
Jeszcze lepiej zrobić zdjęcie.
Telefon mamy przy sobie niemal zawsze, więc twierdzenie, że udokumentowanie stanu licznika było zbyt skomplikowane, raczej nie przejdzie do historii jako szczególnie przekonujący argument.
Czy właściciel może kupować prąd po jednej cenie, a rozliczać najemcę według własnego cennika?
Tu robi się mniej zabawnie.
Prawo energetyczne przewiduje szczególne zasady dla sytuacji, w których energia jest dostarczana do budynku z lokalami mieszkalnymi lub użytkowymi zajmowanymi przez osoby niebędące bezpośrednimi odbiorcami energii, a koszty jej zakupu są następnie rozliczane w pobieranych od nich opłatach.
W takim przypadku wysokość opłat powinna służyć wyłącznie pokryciu ponoszonych kosztów zakupu energii, a nie tworzeniu dodatkowego źródła zarobku.
Szczególne obowiązki dotyczą również właściciela lub zarządcy budynku wielolokalowego, jeżeli jest on wyłącznym odbiorcą energii dostarczanej do budynku i rozlicza jej koszty na poszczególne lokale.
Nie oznacza to jednak, że każde rozliczenie między właścicielem a najemcą – niezależnie od rodzaju nieruchomości, umowy i sposobu jej udostępnienia – odbywa się na identycznych zasadach prawnych.
Dlatego nie warto przyjmować prostego założenia, że właściciel może po prostu ustalić własną „taryfę energetyczną”.
Zdanie:
„U mnie kilowatogodzina kosztuje dwa złote, bo tak ustaliłem”
może być proste.
Nie znaczy, że jest właściwe.
Sposób rozliczenia powinien być jasno określony w umowie i odpowiadać zasadom właściwym dla konkretnego sposobu udostępniania nieruchomości.
W przypadku działalności gospodarczej, budynków wielolokalowych oraz bardziej złożonych zasad refakturowania sposób dokumentowania i rozliczania kosztów warto dodatkowo ustalić z księgowym, doradcą podatkowym lub prawnikiem.
160 kWh razy cena prądu. Proste? Oczywiście, że nie
Mamy odczyt.
Najemca zużył 160 kWh.
Pozostaje pomnożyć 160 przez cenę energii i gotowe.
Byłoby pięknie.
Niestety faktura za energię elektryczną ma zwykle więcej pozycji niż jedna.
Są koszty zależne od zużycia, są również opłaty stałe. Dochodzą składniki związane z dystrybucją oraz inne elementy wynikające z taryfy i zawartej umowy.
Jeżeli z jednej instalacji korzysta kilku najemców, trzeba więc ustalić również sposób podziału tych kosztów.
Najważniejsze, aby metoda nie powstawała każdego miesiąca na nowo.
Dobre rozliczenie powinno być:
zrozumiałe, powtarzalne i możliwe do sprawdzenia.
Jeśli do wyjaśnienia rachunku potrzebne są trzy arkusze kalkulacyjne, siedem kolorów komórek i osoba, która „wie, jak to liczymy”, prawdopodobnie da się zrobić to prościej.
Czy podlicznik trzeba zgłaszać operatorowi?
Jeżeli podlicznik jest montowany w części instalacji odbiorcy znajdującej się za układem pomiarowo-rozliczeniowym operatora i służy wyłącznie do wewnętrznego pomiaru oraz podziału kosztów, nie staje się przez to drugim licznikiem głównym ani odrębnym punktem poboru energii.
Sprzedawca energii nadal rozlicza punkt poboru według wskazań układu pomiarowo-rozliczeniowego OSD.
Sam podlicznik pomaga jedynie ustalić, jaka część zużycia przypada na konkretnego użytkownika lub wydzieloną część instalacji.
Nie oznacza to jednak pełnej swobody w rozdzielnicy.
Jeżeli montaż wymaga rozplombowania układu pomiarowo-rozliczeniowego, ingerencji w elementy należące do operatora albo wykonania prac objętych plombami OSD, trzeba zastosować procedurę właściwego operatora i w razie potrzeby uzyskać zgodę na rozplombowanie przed rozpoczęciem prac.
Plomba OSD nie jest bowiem sugestią projektową.
Nie należy jej zdejmować dlatego, że „elektryk musi tylko na chwilę zajrzeć”.
Zakres instalacji powinien ocenić wykwalifikowany elektryk, a w razie prac dotyczących układu OSD – również sprawdzić wymagania konkretnego operatora.
Jeżeli natomiast najemca ma mieć własną umowę ze sprzedawcą i otrzymywać niezależne faktury, potrzebny jest odrębny punkt poboru oraz odpowiednia procedura przyłączeniowa i pomiarowa.
Sam podlicznik tego nie załatwi.
„Główny licznik pokazuje 1000 kWh, a podliczniki tylko 960. Kto zabrał 40?”
Niekoniecznie ktokolwiek.
To jeden z tych przypadków, w których najbardziej atrakcyjne wyjaśnienie nie musi być prawdziwe.
Jeżeli podliczniki mierzą trzy lokale, a licznik główny cały budynek, pozostała energia może zasilać:
- oświetlenie klatki schodowej,
- bramę,
- wentylację,
- pompę,
- kotłownię,
- domofon,
- urządzenia sieciowe,
- garaż,
- inne części wspólne.
Do tego dochodzą straty w instalacji, niewielki pobór własny urządzeń oraz dopuszczalne różnice związane z dokładnością pomiaru.
Czasami winny jest jeszcze jeden niezwykle zaawansowany technologicznie czynnik:
zegarek.
Jeżeli główny licznik odczytaliśmy o 8.00, a trzy podliczniki wieczorem, nie porównujemy dokładnie tego samego okresu.
Dlatego najlepiej wykonywać odczyty możliwie równocześnie.
I zamiast szukać „zaginionych kilowatogodzin”, wcześniej ustalić, jak rozliczamy zużycie części wspólnych.
Podlicznik trzeba zamontować tam, gdzie mierzy to, co ma mierzyć
Brzmi banalnie.
W praktyce właśnie tutaj można popełnić jeden z najważniejszych błędów.
Jeżeli wynajmujemy piętro domu, przez licznik powinny przechodzić wszystkie obwody należące do tego piętra.
Nie tylko gniazdka w salonie.
Nie „prawie wszystko”.
Nie wszystko oprócz bojlera, bo „tak było łatwiej podłączyć”.
Jeżeli część odbiorników zostanie poza pomiarem, odczyt przestanie przedstawiać rzeczywiste zużycie.
Równie niedobrze jest włączyć do podlicznika urządzenia używane wspólnie. Najemca może wtedy zupełnie słusznie zapytać, dlaczego płaci za światło na korytarzu prowadzącym również do mieszkania sąsiada.
Dlatego miejsce montażu i sposób wydzielenia obwodów powinien ocenić wykwalifikowany elektryk.
Jaki podlicznik wybrać? Najdroższy oczywiście nie musi być najlepszy
W urządzeniach technicznych łatwo wpaść w pułapkę:
więcej funkcji = lepiej.
Tymczasem licznik przeznaczony do jednego wynajmowanego mieszkania nie musi od razu przypominać centrum sterowania elektrownią.
Najpierw warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:
- instalacja jest jednofazowa czy trójfazowa?
- jakie może być maksymalne obciążenie?
- ile miejsca mamy w rozdzielnicy?
- odczyt będzie wykonywany ręcznie czy zdalnie?
- czy potrzebujemy dodatkowego licznika okresowego?
- czy dane mają trafiać do systemu nadrzędnego?
Dopiero później wybieramy urządzenie.
Jedno mieszkanie? Czasem wystarczy naprawdę prosty licznik
Do niewielkiego mieszkania, pokoju, biura czy garażu może wystarczyć kompaktowy jednofazowy licznik energii z MID.
To rozwiązanie dla sytuacji, w której potrzebujemy przede wszystkim wiarygodnego odczytu zużytej energii.
W małej rozdzielnicy istotna może być również szerokość urządzenia – wskazany licznik zajmuje jeden moduł, czyli 18 mm. Umożliwia pomiar bezpośredni do 50 A i pozwala na plombowanie osłon zacisków.
Nie wysyła raportu na trzy adresy e-mail.
Nie przygotuje wykresu w aplikacji.
Po prostu mierzy energię.
I czasem dokładnie tego potrzebujemy.
Kilka lokali? Chodzenie z notesem szybko przestaje być romantyczne
Jeden licznik można odczytać ręcznie.
Pięć również.
Przy piętnastu zaczynamy zastanawiać się, czy naprawdę chcemy pierwszego dnia każdego miesiąca zwiedzać wszystkie rozdzielnice w budynku.
W takim przypadku warto rozważyć jednofazowy licznik energii z MID, komunikacją RS-485 i Modbus RTU.
Komunikacja pozwala przekazywać dane do systemu nadrzędnego i automatyzować odczyty.
Wskazane urządzenie umożliwia również bezpośredni pomiar do 100 A, pracę w czterech strefach taryfowych, pomiar dwukierunkowy oraz korzystanie z kasowalnych rejestrów energii.
To dobry przykład sytuacji, w której dodatkowa funkcja rzeczywiście może rozwiązać konkretny problem.
Nie chodzi o to, żeby licznik „miał Modbus”.
Chodzi o to, żeby właściciel nie musiał co miesiąc chodzić z kartką i długopisem od drzwi do drzwi.
Trzy fazy? Wtedy wybieramy licznik trójfazowy, a nie optymizm
Jeżeli lokal ma instalację trójfazową, potrzebny jest odpowiednio dobrany trójfazowy licznik energii elektrycznej z MID.
Wskazane urządzenie umożliwia bezpośredni pomiar do 3 × 80 A.
Takie rozwiązanie może być właściwe między innymi w większych mieszkaniach, warsztatach, lokalach gastronomicznych czy innych obiektach wykorzystujących instalację trójfazową.
I tutaj również warto zachować zdrowy rozsądek.
Jeżeli naszym celem jest sprawdzenie raz w miesiącu, ile energii zużył lokal, nie zawsze potrzebujemy rozbudowanej analizy sieci.
A gdyby licznik sam pomagał w miesięcznym rozliczeniu?
Nie zrobi przelewu.
Nie wyśle również uprzejmego SMS-a najemcy.
Może natomiast ułatwić odczyt.
Kasowalny licznik pomocniczy energii pozwala rozpocząć kolejny okres rozliczeniowy od zera bez zmiany głównego, niekasowalnego wskazania energii.
Zamiast więc za każdym razem wykonywać działanie:
5278,6 minus 5012,4,
możemy bezpośrednio zobaczyć zużycie od momentu wyzerowania rejestru pomocniczego.
Drobiazg?
Tak.
Ale również pilot do telewizora jest tylko drobnym ułatwieniem, dopóki nie trzeba wstawać z kanapy.
Wskazane urządzenie jest przeznaczone do instalacji trójfazowej, posiada MID i umożliwia bezpośredni pomiar do 3 × 100 A.
Im więcej funkcji, tym lepiej? Niekoniecznie
Jeżeli mamy jedno mieszkanie i raz w miesiącu zaglądamy do rozdzielnicy, komunikacja Modbus może nie wnieść wiele do naszego życia.
Jeżeli zarządzamy kilkunastoma lokalami – może wnieść bardzo dużo.
Jeżeli potrzebujemy tylko informacji o zużyciu – prosty licznik może być wystarczający.
Jeżeli chcemy gromadzić dane w systemie i wykonywać odczyty zdalnie – potrzebujemy innego rozwiązania.
Dlatego licznik zużycia energii elektrycznej powinien być dopasowany do instalacji i sposobu użytkowania, a nie do zasady „weźmy najbardziej rozbudowany, na pewno się przyda”.
F&F Filipowski oferuje zarówno proste liczniki jedno- i trójfazowe, jak i rozwiązania wyposażone w komunikację oraz dodatkowe funkcje pomiarowe. Pozwala to dobrać urządzenie do konkretnego zastosowania – od pojedynczego wynajmowanego lokalu po większy obiekt wymagający automatycznych odczytów.
MID też nie jest na zawsze
Jeszcze jedna rzecz, o której łatwo zapomnieć.
Nowego licznika wprowadzonego do obrotu po odpowiedniej ocenie zgodności nie trzeba bezpośrednio po zakupie zanosić do urzędu miar po dodatkową „legalizację pierwotną”.
Ale nie oznacza to również, że można zamontować go dziś i przypomnieć sobie o metrologii w roku 2057.
Aktualne przepisy przewidują termin pierwszego zgłoszenia do legalizacji ponownej:
- po 12 latach dla liczników energii elektrycznej zdalnego odczytu,
- po 8 latach dla pozostałych elektronicznych liczników energii,
- po 15 latach dla liczników indukcyjnych.
W przypadku liczników energii elektrycznej zdalnego odczytu jest jednak istotny wyjątek: dla urządzeń wyprodukowanych i poddanych ocenie zgodności przed 1 stycznia 2024 r. stosuje się przepisy dotychczasowe. Nie można więc automatycznie przyjmować 12-letniego terminu dla każdego starszego urządzenia określanego jako licznik zdalnego odczytu.
Do legalizacji ponownej urządzenie trzeba zgłosić również w określonych przypadkach wcześniej, między innymi po naprawie, uszkodzeniu lub zniszczeniu oznaczeń zabezpieczających czy zmianie miejsca instalacji lub użytkowania.
I tu jeszcze jedna pułapka.
Licznik posiadający RS-485 czy Modbus nie staje się automatycznie „licznikiem zdalnego odczytu” w znaczeniu przepisów.
Port komunikacyjny to funkcja techniczna.
Definicja prawna to zupełnie inna sprawa.
Dlatego termin należy ustalać na podstawie właściwego statusu urządzenia, daty jego wprowadzenia do użytkowania i dokumentacji, a nie przez policzenie liczby złączy na obudowie.
Czy warto plombować podlicznik?
Jeśli konstrukcja urządzenia umożliwia plombowanie osłon zacisków, jest to dobre dodatkowe zabezpieczenie.
Zwłaszcza wtedy, gdy rozdzielnica znajduje się w miejscu dostępnym dla użytkowników lokalu.
Plomba nie powoduje oczywiście, że licznik zaczyna mierzyć dokładniej.
Nie nadaje mu też zgodności MID ani nie zastępuje legalizacji.
Pozwala natomiast zauważyć próbę ingerencji w połączenia.
I jeszcze raz warto podkreślić:
plomba założona przez właściciela lub instalatora to nie plomba OSD.
Tę drugą zostawiamy w spokoju.
A jak skończyło się nasze energetyczne śledztwo?
Nie wiemy.
I właśnie dlatego ta historia jest dobrym przykładem.
Być może najemca naprawdę zużył niewiele energii.
Być może największym konsumentem była zamrażarka w garażu.
Może grzejnik na piętrze.
Może ładowarka samochodu.
A może wyższy rachunek rzeczywiście wynikał przede wszystkim ze zużycia w jego mieszkaniu.
Bez pomiaru każda wersja brzmi przekonująco – zwłaszcza dla osoby, która właśnie ją przedstawia.
Podlicznik nie sprawi, że prąd będzie tańszy.
Nie napisze dobrej umowy.
Nie rozwiąże też każdej różnicy zdań między wynajmującym a najemcą.
Robi jednak coś znacznie prostszego:
zamienia „moim zdaniem” w liczbę kilowatogodzin.
A jeżeli od tej liczby zależą pieniądze, warto zadbać, aby pochodziła z urządzenia odpowiedniego do takiego zastosowania – prawidłowo dobranego, zamontowanego i posiadającego wymagany status metrologiczny.
Dlatego przy wynajmie mieszkania, lokalu, części domu, garażu czy warsztatu licznik zużycia energii elektrycznej z MID może być czymś więcej niż kolejnym modułem w rozdzielnicy.
Pomaga wprowadzić prostą zasadę:
zużycie przypisujemy na podstawie pomiaru, a sposób przełożenia go na koszty ustalamy według reguł znanych obu stronom od początku.
I kto wie – być może największą oszczędnością wynikającą z montażu podlicznika nie będzie wcale energia.
Tylko czas, którego nie trzeba będzie później poświęcać na dyskusję o tym, kto w grudniu używał grzejnika.
Materiał ma charakter informacyjny i nie stanowi porady prawnej ani podatkowej. Zasady rozliczeń mogą zależeć od rodzaju nieruchomości, treści umowy i sposobu jej udostępnienia. W przypadku nietypowego sposobu udostępniania nieruchomości, działalności gospodarczej, budynków wielolokalowych lub bardziej złożonych zasad rozliczania kosztów sposób postępowania warto zweryfikować z prawnikiem, księgowym albo doradcą podatkowym.
Polski
English